Niedziela, 28 lutego 2021. Imieniny Ludomira, Makarego, Wiliany

Poparzone dzieci chcą wrócić do zdrowia

2013-07-12 08:31:38 (ost. akt: 2013-07-21 15:54:40)

Podziel się:

Dwoje małych, ciężko poparzonych dzieci. Rodzeństwo. Za nimi kilkanaście operacji. Ile przed nimi? Nie wiedzą tego nawet lekarze. Dzieci są dzielne, ale potrzebują nieustającej pomocy. Laurze i Michałkowi pomaga nasza Fundacja o Przyszłość dla Dzieci!

Dwoje małych, ciężko poparzonych dzieci. Rodzeństwo. Za nimi kilkanaście operacji. Ile przed nimi? Nie wiedzą tego nawet lekarze. Dzieci są dzielne, ale potrzebują nieustającej pomocy. Pomaga im nasza fundacja „Przyszłość dla Dzieci”. Nasi dziennikarze odwiedzili Laurę i Michałka. To był najkoszmarniejszy dzień ich życia. 3-letni wtedy Michał i 4- letnia Laura Gołębiewscy jechali z mamą samochodem. — Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, że samochód wpadł w poślizg. Dzieci siedziały z tyłu. Pamiętam, że jak się zatrzymaliśmy, obejrzałam się w ich stronę. A tam ogień — opowiada Malwina Gołębiewska. Rzuciła się wyciągać swoje dzieci. Drzwi się zablokowały. Próbowała je wyrwać, ale się nie dało. Wybiegła na ulicę, szukając ratunku. — Widzów było dużo, ale tylko jeden pan podbiegł i kopniakiem wybił szybę. Najpierw wyjął Michała, potem Laurę. Oboje mówili, reagowali. Przyjechała karetka — wspomina pani Malwina. Wtedy zaczęło się podróżowanie od szpitala do szpitala. Najpierw trafili do pobliskiego Przasnysza. Tam lekarze zdecydowali, że trzeba jechać dalej, do Ciechanowa. Na miejscu ciechanowscy medycy zdecydowali, że to jednak dla nich za ciężkie przypadku. Odesłali do Warszawy do szpitala bielańskiego. Bielański telefonicznie zapewnił, że przyjmie dzieci. — Laurę przyjęli, Michała nie. A on był już w tak ciężkim stanie, że ciężko było go zaintubować. Tak był napuchnięty. Ostatecznie także Laura została z tego szpitala odesłana. Trafiliśmy do innego, na   Niekłańską — mówi Gołębiewska. Dziecko ma prezenty, ale nie może się nim bawić Było to trzy lata temu. I Laura, i Michał do dzisiaj są pod opieką lekarzy ze szpitala przy Niekłańskiej w Warszawie. Jeżdżą tam bardzo  
często. Tylko w mijającym tygodniu byli na wizytach cztery razy. Oboje przeszli po kilkanaście operacji, m.in. przeszczepy skóry. Teraz są przygotowywani do kolejnych zabiegów. — Będą mieli operacje pod koniec sierpnia. Córka już bardzo żałuje, że nie będzie mogła brać udziału w rozpoczęciu roku szkolnego. Bardzo lubi chodzić do szkoły, także na takie uroczystości — mówi Malwina Gołębiewska. Teraz na Laurę czekają koledzy z pierwszej klasy szkoły  
podstawowej. Michał chodzi do przedszkola. Na szczęście, nie mają problemów w kontaktach z rówieśnikami. Nauczyciele są wręcz zaskoczeni, że tak łatwo przychodzą im relacje z innymi dziećmi. To duży plus, bo rodzice mogą skupić się na naprawianiu ich fizycznych dolegliwości. Michał najbardziej poparzone ma ręce. — Ale jest i tak bardzo samodzielny. Czasami się smuci, że nie może rozpakować prezentu, który dostał. Na samoloty czy inne zabawki może tylko popatrzeć, bo nie jest w stanie się nimi bawić. Na początku płakał, kiedy nie mógł ich chwycić — opowiada mama rodzeństwa. Laura z kolei coraz częściej pyta, kiedy w końcu będzie zdrowa. Na to pytanie  
nikt nie zna ciągle odpowiedzi, także lekarze. Sugerują jednak, że dzieci będą potrzebowały pomocy jeszcze przez wiele, wiele lat. Na razie tylko Laura nosi ubranka uciskowe. Kupiła je Fundacja   „Przyszłość dla Dzieci” założona przez wydawcę Gazety Olsztyńskiej.  Podobnie jak opłaca koszmarnie drogie maści, których kilogramy są   potrzebne dla obojga. 100 mililitrów maści, którą trzeba dzieci  smarować cztery razy dziennie, kosztuje 280 zł. Tubka wystarcza na  
dwa, trzy dni. No i peruki. Dzieci właśnie je sobie wybierają. — Nie spodziewałam się, że to takie drogie. Dla Laury 7 tys. zł, dla Michała 6,5 tys. zł. I co trzy miesiące trzeba będzie je uzupełniać.  
Oczywiście, za dodatkową opłatą. Wierzę, że i tym razem fundacja nam  
pomoże. Bez niej bylibyśmy bezradni — nie ukrywa Malwina Gołębiewska. Pani Malwina nie pracuje, bo musi zajmować się dziećmi. Dowozi je do lekarzy, na rehabilitację. Jej mąż znalazł pracę, ale na razie został   zatrudniony jako stażysta. Za parę miesięcy także Michał, tak jak Laura dzisiaj, będzie nosił  
ubranko uciskowe. Trzeba będzie je za coś kupić. Gołębiewscy mają  
nadzieję, że i tym razem fundacja ich nie opuści.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB