Wtorek, 24 listopada 2020. Imieniny Emmy, Flory, Romana

550 zł za film z internetu

2014-08-21 12:47:55 (ost. akt: 2014-08-21 12:50:49)
Rozpowszechnianie nielegalnych kopii filmów może się źle skończyć

Rozpowszechnianie nielegalnych kopii filmów może się źle skończyć

Podziel się:

Organy ścigania i dystrybutorzy od dawna ostrzegają, że ściąganie i rozpowszechnianie nielegalnych kopii filmów z internetu może skończyć się przykrymi konsekwencjami. Przekonał się o tym ostatnio jeden z naszych czytelników.

Mieszkaniec Makowa (z oczywistych względów pragnie zachować anonimowość) zgodził się nam pokrótce opowiedzieć o swojej niemiłej przygodzie dla przestrzeżenia innych internautów. – Otrzymałem pismo z kancelarii prawnej, która występuje w imieniu jakiegoś producenta filmowego. Napisano, że złamałem prawo i naraziłem na uszczerbek w dochodach tego producenta. Chodzi o konkretny film pt. „Drogówka” i konieczność zapłaty w związku z tym wszystkim 550 zł – relacjonuje nasz czytelnik.

Takie niedopatrzenie

Przyznaje, że rzeczywiście ściągnął ten obraz w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego o perypetiach policjantów, który był swego czasu hitem w polskich kinach. – Wtedy, kiedy go grali w kinach, nie miałem okazji go obejrzeć. A bardzo chciałem, bo znajomi polecali. No i dlatego ściągnąłem go z sieci. Nie był to mój „pierwszy raz”, ale naprawdę rzadko coś takiego robiłem. Mam pracę, rodzinę, po prostu nie mam czasu na filmy – zapewnia mężczyzna.
Jak dodaje, najbardziej zdziwiło go to, że kancelaria ściga go za rozpowszechnianie „Drogówki”, co wynika z pisma. – Ja ściągnąłem, obejrzałem. Nikomu nigdy nie udostępniałem. Zastanawiałem się, o co chodzi i znalazłem odpowiedź. Program do ściągania po prostu miał automatycznie ustawioną taką możliwość, by inni internauci mogli pobierać ściągnięte przez mnie rzeczy. Takie niedopatrzenie – mówi makowianin.

Wezwania dla wielu

Jak się okazuje, taki problem ma wiele osób w całej Polsce. Jak napisała „Gazeta Prawna”, pisemne propozycje przedsądowej ugody na ponad 500 zł otrzymuje mnóstwo internautów, którzy rozpowszechniali takie filmy, jak „Czarny czwartek”, „Obława”, „Last minute”, „Być jak Kazimierz Deyna” oraz wspomniana „Drogówka”. Adresy i dane osobowe muszą podawać dostawcy internetu, bo dostają takie polecenia z prokuraur, do których z kolei występują prawnicy reprezentujący producentów filmowych.
Co zrobi teraz nasz czytelnik? – Znajomi radzą, żeby przeczekać. Ale ja chyba jednak zapłacę dla świętego spokoju. Będzie to najdroższy film, jaki kiedykolwiek obejrzałem – podsumowuje.
dk

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB