Piątek, 19 października 2018. Imieniny Michaliny, Michała, Piotra

Pani Zofia przeżyła cały wiek

2018-05-28 13:30:39 (ost. akt: 2018-05-28 13:42:21)

Autor zdjęcia: Dorota Zberowska

Podziel się:

Sto lat!, to popularna piosenka, którą śpiewamy jubilatom w ramach życzeń. Nie dotyczy już ona pani Zofii Perzanowskiej z Zakliczewa. W piątek, 18 maja obchodziła ona setne urodziny. Zainteresowani panią Perzanowską postanowiliśmy ją odwiedzić.

Pierwsze wrażenie ze spotkania było takie, że jubilatka świetnie wygląda, chodzi, co prawda wspierając się na lasce, ale jest pogodna. Na pytanie jakich czasach najlepiej jej się żyło bez wahania odpowiada, że teraz. Opowiada, że ma telefon komórkowy i w każdej chwili może skontaktować się z kim chce.
-Kiedy dzwonię do córki, albo ona do mnie, to potrafimy rozmawiać nawet i 20 minut. Aż mnie ręka i ucho zaczyna boleć od trzymania słuchawki – mówi pani Zofia szeroko się uśmiechając. Z komputera pani Zofia raczej nie korzysta, ale za to lubi oglądać w telewizji programy związane z polityką. Solenizantka w zimę mieszka w Makowie Mazowieckim, bo jak mówi ciężko byłoby jej w piecu palić. Wiosną natomiast wraca w swoje rodzime strony, do Zakliczewa w gminie Szelków. Zapytana o to, gdzie woli mieszkać mówi, że w obydwóch miejscach jest dobrze. -Tutaj mam dom, podwórko, świeże powietrze, przyrodę. W Makowie jest blisko do lekarza i apteki – mówi. Dodaje, że lubi się ruszać, a nawet trzeba się ruszać. -Siedzieć nie jest dobrze, chodzę sama do sklepów i apteki jak jestem w Makowie. A w Zakliczewie do sąsiadów, syn brata mieszka niedaleko – dopowiada. Zauważa też, że świat idzie do przodu, to i ona musi. -Taki świat postępowy, wszystko się zmienia – tłumaczy. Pani Zofia całe życie była rolnikiem i bardzo lubiła pracować przy zwierzętach. Opowiada, że miała wszelkiego rodzaju zwierzęta w swoim gospodarstwie. -Dawniej miałam konie, nie było jeszcze wtedy maszyn i konie pracowały na roli. Wstawałam do nich w nocy, o drugiej karmiłam je żeby miały siłę do pracy – z uśmiechem wspomina swój zwierzyniec. Jednak życie pani Perzanowskiej nie zawsze było tak sielankowe jakby mogło się zdawać. Po wojnie, w 1948 roku straciła pierworodną córkę. Dziewczynka żyła dwa miesiące. Niedługo po śmierci dziecka, pani Zofia straciła męża, który zginął w tragicznym wypadku. Pani Perzanowska zechciała opowiedzieć o tym zdarzeniu.
-Pojechałam z mężem do lasu po drewno na opał. To było w '48, w maju, rano, słońce zaczęło dopiero wschodzić. Pomagałam tam mężowi zżynać suche drzewa. Już żeśmy ścięli trochę, miałam ciągnąć czubek drzewa żeby na wóz ułożyć, odwróciłam się od mężna i w jednej chwili już go nie widziałam. Tylko dym i ogień – opowiada. Dodaje, że zaczęła wołać małżonka, ale nie odpowiadał. -Stanął na minie. Huku nie słyszałam. Nie wiem jakim cudem nie słyszałam, bo dalej pół kilometra w oknach szyby wywaliło. Mąż miał wtedy 29 lat – wyjaśnia. Po tym zdarzeniu pani Zofia przeżyła szok, miała wstrząs mózgu. Na szczęście mama naszej jubilatki zaopiekowała się nią. Z czasem musiała jednak radzić sobie sama. Nie dawała się przeciwnościom losu. Ponownie wyszła za mąż i urodziła syna, Stasia. Syn założył rodzinę i pani Zofia obecnie ma troje wnucząt. Mieszkają oni w USA. Pani Perzanowska jeszcze dziesięć lat temu odwiedzała rodzinę za oceanem. Zapytana o znajomość języka angielskiego mówi, że parę podstawowych słówek potrafi powiedzieć. Syn Stanisław zmarł parę lat temu. Drugi mąż jubilatki również nie żyje. Po jego śmierci pani Zofia wyszła za mąż po raz trzeci. Z ostatniego małżeństwa ma córkę Halinę, która wspólnie z innymi członkami rodziny przygotowała dla swojej mamy imprezę na setne urodziny. Odbyła się ona w lokalu. Na świętowanie przybyło mnóstwo osób. -Przygotowali dla mnie sto świeczek w kształcie serca i musiałam je zdmuchnąć – mówi solenizantka. Na koniec rozmowy zapytaliśmy panią Zofię o plany. -Codziennie sobie coś planuję. Trzeba planować, a ile się uda zrobić, to i tak dobrze – odpowiada z uśmiechem. Stulatka ma też żelazne punkty w programie dnia. Codziennie się wysypia, robi sobie śniadanie, a po nim zmywa, później wychodzi na spacery albo w odwiedziny do sąsiadów. Podziw też budzi fakt, że pani Perzanowska ma świetną pamięć. Sama stwierdziła, że wszystko pamięta, a na dowód wyrecytowała wiersz o ojczyźnie i dodała -Tata mnie go nauczył jak byłam mała.
Dorota Zberowska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB