Czwartek, 20 września 2018. Imieniny Eustachego, Faustyny, Renaty

Tłumy witały Kardynała Dziwisza

2018-08-30 12:00:00 (ost. akt: 2018-08-30 14:32:03)

Podziel się:

Minęło 450 lat od śmierci św. Stanisława Kostki. Dziecka ziemi przasnyskiej. W minioną niedzielę plac przed sanktuarium w Rostkowie wypełnił się tysiącami wiernych z diecezji płockiej. Przybył także kardynał Stanisław Dziwisz.

Nasze ukochane Rostkowo, w tym roku stało się miejscem diecezjalnego święta. Wierni przybywali autokarami, pieszo, na rowerach z różnych części Polski, aby wspólnie uczcić 450. rocznicę śmierci naszego rodaka, naszego świętego, Stanisława z rodu Kostków.
Mszy świętej przewodniczył kardynał Stanisław Dziwisz. Udział w uroczystościach brał także Piotr Libera, biskup płocki, biskup pomocniczy Mirosław Milewski oraz biskup senior Roman Marcinkowski, kapłani z diecezji płockiej, przedstawiciele władz państwowych oraz samorządowych, a także tysiące pielgrzymów.
- 468 lat temu, na tej ziemi, pod tym niebem, ujrzał światło dzienne Stanisław Kostka, syn kasztelana zakroczymskiego. Nic nie zapowiadało, że zaledwie po 18 latach Stanisław z Rostkowa narodzi się po raz drugi – tym razem dla nieba, a sława o jego prostym i jednocześnie nadzwyczajnym życiu zacznie zataczać szerokie kręgi w całym Kościele, daleko poza Rzymem i poza Polską. Młody Polak pozostawił po sobie niewiele zapisanych kart. Ale zostawił nam księgę swego młodego życia, z której od 450 lat kolejne pokolenia mają szansę poznawać tajniki mądrości – tajemnice mądrego i świętego życia. Do Stanisława wyjątkowo trafnie odnoszą się odczytane dziś słowa starotestamentalnej Księgi Mądrości: "Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane. […] Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele" (Mdr 4, 8-9. 13). Stanisław przeżył na ziemi zaledwie 18 lat. Potem zaczęło się jego nowe życie – mówił o naszym świętym kardynał Dziwisz.
Kardynał w swoim kazaniu wspominał o mądrości świętego Stanisława Kostki. Według niego ten młody człowiek, który przed laty żył na mazowieckiej ziemi potrafił trafnie osądzić rzeczywistość świata, a przede wszystkim powierzył siebie, swoje serce oraz życie Bogu.
- Co możemy wyczytać z księgi życia świętego i młodego nowicjusza Stanisława? Na czym polegała jego mądrość? Z zachowanych świadectw wynika jednoznacznie, że w centrum jego krótkiego życia był Bóg, wypełniający przestrzeń serca młodego człowieka. To była dla niego ewangeliczna skała i fundament. To była dla niego drogocenna perła i skarb. Wiara w żywego Boga i zafascynowanie Jezusem Chrystusem nadawało kształt jego duchowości i praktykom pobożności, której nie mógł ukrywać, bo przecież nie chowa się światła, ale stawia "na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu" (Mt 5, 15). Stawało się to widoczne zwłaszcza w Wiedniu, w niezbyt przyjaznym dla Stanisława środowisku, w którym musiał płacić cenę za swoją jednoznaczną postawę. Mądrość Stanisława Kostki polegała na tym, że właściwie osądzał rzeczywistość świata z jego ułudą, z jego mroczną pożądliwością i przemijalnością. Pisze o tym św. Jan Apostoł w swoim Pierwszym Liście: "Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki" (1 J 2, 16-17). Stanisław przenikliwie zdawał sobie z tego sprawę. Mądrość młodego Stanisława polegała na tym, że projekt swego życia przygotowywał nie w oparciu o osobiste i przelotne upodobania, nie w oparciu o oczekiwania ze strony środowiska własnej i znaczącej rodziny, lecz wsłuchując się w głos Boga, przemawiającego do serca i sumienia człowieka. Spełnienie woli Bożej było dla niego najważniejsze, bo ono przygotowuje człowieka na całą wieczność. Parafrazując słowa dwunastoletniego Jezusa z odczytanej dziś Ewangelii, możemy włożyć w usta Stanisława podobne słowa kierowane do rodziców, zwłaszcza ojca, nie rozumiejących jego wyboru i decyzji: Dlaczego nie pozwalacie mi wstąpić i kroczyć drogą zakonnego i kapłańskiego powołania? Czyż nie wiecie, że powinienem być w tym, co należy do Boga i Jego spraw? Mądrość Stanisława Kostki polegała na tym, że potrafił spokojnie, ale zdecydowanie i wytrwale realizować projekt życia, zgodnie z odczytaną wolą Bożą. W jego młodym sercu zrodziło się powołanie do równie młodego zakonu jezuitów, zatwierdzonego przez papieża Pawła III w 1540 roku, a więc 10 lat przed narodzinami Stanisława. Zafascynował się on duchowością i prężnością apostolską synów św. Ignacego Loyoli, u których pobierał nauki w Wiedniu, i zapragnął być jednym z nich. Znamy jego odyseję: ucieczkę z Wiednia, prowadzącą przez Augsburg do Dylingi, gdzie zgłosił się do prowincjała św. Piotra Kanizjusza, a ten następnie odesłał go do Rzymu. Całą tę drogę Stanisław przeszedł pieszo, przemierzając pół Europy. W Wiecznym Mieście przyjął go generał Towarzystwa Jezusowego, św. Franciszek Borgiasz i skierował do nowicjatu, mieszczącego się wtedy przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale. Był to koniec października 1567 roku. Stanisławowi pozostało niecałych 10 miesięcy, aby zakończyć ziemską wędrówkę i dotrzeć do domu Ojca – opowiadał kardynał.
Padło bardzo ważne pytanie. Co obecnie chciałby nam przekazać Stanisław Kostka.
- Niewątpliwie chciałby powiedzieć, że nie warto żyć banalnie, byle jak. Nie warto egoistycznie zamykać się w sobie. Nie warto beztrosko ulegać słabościom i zachciankom. Natomiast warto wypływać na głębię. Warto stawiać sobie cele i dążyć do nich wytrwale. Warto żyć dla innych i ostatecznie dla Boga, bo zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, a więc do miłości, i to do miłości na wieki. To jest nasz ludzki, najtrwalszy i niezniszczalny genetyczny kod. Do takiej miłości tęsknił św. Stanisław z Rostkowa i taką miłością żył – odpowiedział arcybiskup.
Kardynał Stanisław Dziwisz widząc wśród pielgrzymów grupy młodych ludzi skierował słowa także do nich. Wspomniał, że kraj nasz potrzebuje ich, ich energii i wiary.
Niedzielne uroczystości były świętem całej diecezji płockiej, ale było to przede wszystkim święto mieszkańców gminy Czernice Borowe, mieszkańców Rostkowa. W ich imieniu głos zabrał ksiądz Adam Chmielewski, proboszcz tamtejszej parafii.
- Chciałoby się powiedzieć za Papieżem św. Janem Pawłem II, że dla Stanisława Kostki, tu w Rostkowie wszystko się zaczęło i życie i wiara i powołanie. Tu spędził większość swojego ziemskiego życia, 14 lat. By potem wyruszyć w drogę przez Wiedeń, gdzie rozwijał się duchowo i intelektualnie, bo przecież do wyższych rzeczy się narodził, by dotrzeć do Rzymu i zrealizować swoje powołanie wstępując do Towarzystwa Jezusowego, a w rezultacie osiągnąć cel ziemskiego pielgrzymowania, niebo. Zawierzyliśmy za jego pośrednictwem Bogu ludzi młodych, bo przecież to od nich zależy przyszłość kościoła i ojczyzny – mówił proboszcz.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB