Sarna czy dzik nie ma szans. Im mocniej się szarpie, tym bardziej stalowa pętla się zaciska. Nie ma ucieczki z wnyka. W makowskich lasach problem ten widoczny jest od kilku lat.
W lasach regionu trwa akcja „Wnyka”. Kilkuset leśników i myśliwych szuka wnyków i potrzasków, które zastawiają kłusownicy na dziką zwierzynę.
— Zimą łatwiej odnaleźć wnyk, dotrzeć po śladach do pułapki — mówi Adam Siemakowicz, inspektor straży leśnej z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. — W ubiegłym roku odnaleźliśmy i zniszczyliśmy 243 wnyki. To dużo.
Przeczesywane są lasy we wszystkich 33 nadleśnictwach podległych Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. Akcję zorganizowano już po raz drugi, bo jak mówią leśnicy, kłusownictwo nie zna granic.
Jedni kłusują z wnykami, drudzy z psami, a jeszcze inni z bronią palną. Leśnicy dzielą kłusowników na trzy grupy.
— Pierwsi kłusują dla mięsa, drudzy dla trofeów, a trzeci dla samej adrenaliny, widzą w tym dobrą zabawę — mówi Adam Siemakowicz. — Nie widzą tylko, jakie męki zadają zwierzętom.
— Lis, ratując się ze śmiertelnej pułapki, potrafi sobie odgryźć łapę — dodaje Adam Kędziora, prezes Koła Łowieckiego „Drwęca”. - Jednak większość zwierząt ginie w potwornych męczarniach. Trwa to czasami nawet kilka dni, bo zdarza się,s że kłusownicy nie przychodzą, by sprawdzić, czy coś złapało się w ich sidła.
Zgodnie z prawem, za samo posiadanie wnyków grozi grzywna lub do roku więzienia.
— A za kłusownictwo przy pomocy wnyków grozi do pięciu lat więzienia — przestrzega inspektor Siemakowicz.
Co robić, gdy w lesie natkniemy się na wnyki?
— Najlepiej ich nie ruszać i powiadomić o tym policję, straż leśną czy miejscowe nadleśnictwo — radzi inspektor. — My już będziemy wiedzieli, co z tym zrobić.
am
(źródło: Gazeta Olsztyńska)
— Zimą łatwiej odnaleźć wnyk, dotrzeć po śladach do pułapki — mówi Adam Siemakowicz, inspektor straży leśnej z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. — W ubiegłym roku odnaleźliśmy i zniszczyliśmy 243 wnyki. To dużo.
Przeczesywane są lasy we wszystkich 33 nadleśnictwach podległych Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. Akcję zorganizowano już po raz drugi, bo jak mówią leśnicy, kłusownictwo nie zna granic.
Jedni kłusują z wnykami, drudzy z psami, a jeszcze inni z bronią palną. Leśnicy dzielą kłusowników na trzy grupy.
— Pierwsi kłusują dla mięsa, drudzy dla trofeów, a trzeci dla samej adrenaliny, widzą w tym dobrą zabawę — mówi Adam Siemakowicz. — Nie widzą tylko, jakie męki zadają zwierzętom.
— Lis, ratując się ze śmiertelnej pułapki, potrafi sobie odgryźć łapę — dodaje Adam Kędziora, prezes Koła Łowieckiego „Drwęca”. - Jednak większość zwierząt ginie w potwornych męczarniach. Trwa to czasami nawet kilka dni, bo zdarza się,s że kłusownicy nie przychodzą, by sprawdzić, czy coś złapało się w ich sidła.
Zgodnie z prawem, za samo posiadanie wnyków grozi grzywna lub do roku więzienia.
— A za kłusownictwo przy pomocy wnyków grozi do pięciu lat więzienia — przestrzega inspektor Siemakowicz.
Co robić, gdy w lesie natkniemy się na wnyki?
— Najlepiej ich nie ruszać i powiadomić o tym policję, straż leśną czy miejscowe nadleśnictwo — radzi inspektor. — My już będziemy wiedzieli, co z tym zrobić.
am
(źródło: Gazeta Olsztyńska)





Komentarze
0
pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj swój komentarz