Wtorek, 12 grudnia 2017. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Złodziei drewna mniej, kłusownicy nie odpuszczają

2015-05-30 12:00:00 (ost. akt: 2015-05-27 11:05:57)

Podziel się:

O ile leśnicy rzadziej mają do czynienia z kradzieżami drewna na tak zwanym pniu, o tyle kłusownicy nie odpuszczają.

Tak wynika z obserwacji Nadleśnictwa Pułtusk, które zarządza także lasami w pow. makowskim. Jak informuje jego szef Roman Jankowski, w okresie jesienno-zimowym zdarzają przypadki kradzieży drzewa, ale takiego już pociętego na bale, które leżą przy drodze. Kilka lub kilkanaście takich kawałków można bowiem wrzucić łatwo i szybko nawet do bagażnika samochodu osobowego. - Coraz rzadziej, także na terenie powiatu makowskiego, obserwujemy kradzieże drzewa z pnia – zdradza nadleśniczy. Jego zdaniem przyczyniły się do tego kamery instalowane w lasach, zmiana sposobów ogrzewania mieszkań, działalności straży leśnej oraz fakt, że ci, którzy ten proceder niegdyś często uprawiali, zestarzeli się i wiek im na to nie pozwala. Albo zostali złapani i nie wracają już do kradzieży. Jest to też ciężka praca, trzeba mieć piłę, żeby ściąć drzewo i ciągnik, aby je zabrać z lasu.
A kary także zniechęcają, przywłaszczenie drzewa lub drewna o wartości większej niż 75 zł, jest kwalifikowane jako przestępstwo i sprawa trafia do sądu. A w myśl art. 290 par. 1 Kodeksu karnego „Kto w celu przywłaszczenia dopuszcza się wyrębu drzewa w lesie podlega odpowiedzialności jak za kradzież (od 3 miesięcy do 5 lat więzienia), a par. 2 brzmi: "W razie skazania za wyrąb drzewa albo kradzież drzewa wyrąbanego lub powalonego, sąd orzeka na rzecz pokrzywdzonego nawiązkę w wysokości podwójnej wartości drzewa".
Wydaje się, że konsekwencje, które można ponieść za kłusownictwo nie odstraszają natomiast amatorów nielegalnie zdobytej dziczyzny. - Nie ma mowy o zmniejszeniu się liczby takich przypadków – mówi Roman Jankowski. Rzadziej spotyka się kłusujących z bronią, chociaż takich sytuacji też było kilka, częściej natomiast zastawiane są wnyki. Zdarza się, że leśnicy i współpracujący z nimi myśliwi znajdują postrzeloną albo martwą zwierzynę. Trudno jednak wykryć sprawcę polowania, choć czasami się udaje. Na przykład, gdy strażnicy czy leśnicy urządzają zasadzki.
Nadleśniczy zauważył również, że do lasów przyjeżdżają nocą z innych terenów, by strzelać do zwierzyny osoby, które są w jakiś sposób związane z myślistwem, mają profesjonalną broń.
Kolejny problem z kłusownikami jest taki, że nie przestrzegają oni żadnych zasad. Potrafią zabić lochę, która ma warchlaki albo łanię z cielakiem.
Kary nie pomagają, mimo że za kłusownictwo można trafić za kratki nawet na 5 lat, a za nielegalne posiadanie tuszy zwierzęcia na 1 rok lub zapłacić wysoką grzywnę. W myśl rozporządzenia ministra środowiska za bezprawnie pozyskaną zwierzynę pobiera się ekwiwalent. I tak w przypadku łosia wynosi on 14 000 zł, a jelenia szlachetnego 5800 zł. Za daniela i dzika trzeba zapłacić 2300 zł, a za sarnę 2000 zł. Bezprawne zabicie muflona to ekwiwalent w wysokości 1800 zł, innej zwierzyny leśnej - 1000 zł. Do tego dochodzi jeszcze cena za poroże, ustalana w zależności od jego wagi (od 1000 zł do 7000 zł).


el


Czytaj e-wydanie
Podziel się  informacją: 



Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. 

Swoją stronę założysz TUTAJ ".

Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć:kliknij Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie Pomogę: Marlena Grzeszczak
 

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB