Wtorek, 21 listopada 2017. Imieniny Janusza, Marii, Reginy

Dom pełen miłości

2016-12-29 14:17:00 (ost. akt: 2016-12-29 14:16:03)
 Państwo Skowrońscy i ich podopieczni: Nikola, Wojtuś, Mateusz i Mariusz.

Państwo Skowrońscy i ich podopieczni: Nikola, Wojtuś, Mateusz i Mariusz.

Podziel się:

Święta Bożego Narodzenia to czas, który prawie każdy z nas pragnie spędzić w gronie najbliższych osób, wśród rodziny. Państwo Skowrońscy rodzinę mają liczną, wychowują bowiem pięcioro dzieci. Każde z nich trafiło do Rodzinnego Domu Dziecka w Drążdżewie z różnych przyczyn, wiadomo jednak, że, zanim trafili do obecnego domu, życie tych młodych ludzi nie należało do najłatwiejszych.

Odwiedziliśmy Rodzinny Dom Dziecka w Drążdżewie prowadzony przez Państwa Skowrońskich. Na pierwszy rzut oka dom wydaje się zwyczajny, bujana ławka za domem, staw i altanka. Wchodzimy do środka, gdzie wita nas głowa rodziny – Jarosław, który opowie nam o swoich podopiecznych, trudach wychowania i szczęściu, jakie daje jemu i jego małżonce możliwość opieki nad dziećmi.

Od pomysłu do realizacji
Założenie Rodzinnego Domu Dziecka to pewnego rodzaju wyzwanie. Opiekunowie muszą się zmierzyć z wieloma trudnościami. Dziesięć lat temu państwo Skowrońscy zaczynali od niezawodowej rodziny zastępczej, później przeszli na zawodową rodzinę zastępczą, by w końcu, 1 września 2016 roku, stworzyć Rodzinny Dom Dziecka.
- Siostra mojej żony, która mieszkała wtedy w Ostrołęce, założyła z mężem Rodzinne Pogotowie Opiekuńcze. Oprócz tego prowadzą własną firmę, która przynosi im duże dochody, a założenie pogotowia wynikało z potrzeby serca. Jednak prowadzenie własnej działalności wymagało częstych wyjazdów. Podczas ich nieobecności, to my z żoną zajmowaliśmy się dzieciakami – wspomina Jarosław - Wtedy zobaczyliśmy, jak to wygląda od wewnątrz, z jakimi problemami trzeba się zmierzyć – dodaje. Państwo Skowrońscy nad założeniem rodziny zastępczej zastanawiali się przez rok. Zrozumieli, że jest taka potrzeba społeczna, ponieważ niewiele było takich miejsc.

Kwestia finansowa
Aby zostać rodzicami zastępczymi, państwo Skowrońscy musieli przejść odpowiedni kurs w Ostrołęce, który przygotował ich do przyszłej roli, ale również na nieprzychylną reakcję społeczeństwa.
- Podczas kursu odbyliśmy rozmowy z pedagogiem, psychologiem oraz pracownikami socjalnymi - mówi gospodarz domu z Drążdżewa.
- Reakcja otoczenia może być różna, zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Nigdy jednak nie spotkaliśmy się z zarzutem, że to co robimy, robimy dla pieniędzy. Podczas szkoleń psycholog dobrze nas do tego przygotował. W mieście łatwiej jest prowadzić Dom Dziecka, ludzie są bardziej anonimowi. Na wsi jest inaczej, a przynajmniej było jeszcze 10 lat temu, kiedy panowały stereotypy, że dzieci powinny być w domach dziecka a nie w rodzinach zastępczych – wspomina Jarosław.
Co ciekawe podczas szkoleń pierwszą omawianą kwestią nie była opieka nad wychowankami, tylko instrukcje, jak sobie radzić z reakcją społeczną.

Świat nie jest zły
Do tej pory wszyscy wychowankowie państwa Skowrońskich wracali do swoich domów rodzinnych. Obecnie Jarosław Skowroński jest opiekunem prawnym pięciorga podopiecznych, ponieważ są bardzo małe szanse, że dzieci w ogóle powrócą do swoich biologicznych rodziców. Tu, w Rodzinnym Domu Dziecka przebywa obecnie trójka rodzeństwa: 7-letnia Nikola, 9-letni Wojtuś i 11-letni Mateusz. Oprócz nich pod opieką Jarosława są jeszcze 15-letni Mariusz i 16-letni Bartłomiej. Dzieci pochodzą z różnych rodzin, często z trudnych środowisk.
- Najważniejsze to pokazać tym dzieciom, że są kochane, że świat nie jest zły. Pokazać im inne życie, z tej dobrej strony. Początki są bardzo trudne. Im bardziej dziecko było skrzywdzone, im dłużej to trwało, tym dłużej trwa adaptacja do normalnego życia. Dziecko, które było krzywdzone, potrafi na początku tylko krzywdzić. Stwarzają takie sytuacje, żeby było tak jak w domu, bo mimo wszystko tęsknią za tym domem. Później, z czasem, to zanika - opisuje trudne początki opieki nad dziećmi skrzywdzonymi Jarosław Skowroński.

„Bo ciocia tego nie zrozumie”
Opiekun dzieci wraca wspomnieniami do sytuacji, kiedy dzieci po rocznym pobycie w ich domu, wróciły na jakiś czas do swojej rodziny. Po ich powrocie proces „oswajania” ich z nowym życiem rozpoczął się na nowo. Wpływu na takie zachowanie nie mieli tylko rodzice, ale to też kwestia otoczenia, młodzieży.
- Była u nas kiedyś taka mała dziewczynka i ona mówiła „ Bo ciocia tego nie zrozumie. Ciocia nie mieszkała u nas w domu i nie wie jak tam jest. Tam jest wszystko inaczej”. – tłumaczy Jarosław.

Dobre nawyki
Podczas naszego spotkania dzieci akurat były w szkole. W domu panowała cisza. Po południu dom na nowo ożywa.
- Każdy ma podział ról i obowiązków. Dzieci pomagają nam w domu np.: przygotowują surówkę do obiadu, obierają ziemniaki. Staramy się robić wszystko wspólnie – mówi gospodarz.
Na pytanie, jakie panują relacje między rodzeństwem Nikoli, Wojtka i Mateusza a starszymi chłopcami, Jarosław określa je jako bardzo pozytywne. Młodsze dzieci są otoczone opieką ze strony Bartka i Mariusza.
- Kiedy Bartek do nas trafił, otoczył pozostałe dzieci opieką. Stał się dla nich wzorem. Gra z nimi w piłkę, organizuje im zabawy, w których wspólnie zresztą bierzemy udział. On jest świetnym organizatorem. Często zaprasza znajomych ze szkoły. Jest tutaj altanka, dzieciaki organizują spotkania i ogniska nad stawem. Miło spędzają czas.

Kontakt z pozostałymi wychowankami
Jeśli dzieci kontynuują naukę, do 25. roku życia przebywają u rodziny zastępczej. Państwo Skowrońscy utrzymują dobry kontakt ze swoimi wychowankami, którzy już opuścili ich dom. Składają sobie życzenia w święta, czasami widują się w różnych miejscach publicznych, ale także organizują spotkania. Okazją do wspólnego spędzania czasu są niewątpliwie urodziny. Małżeństwo Skowrońskich potrafi świętować nawet trzy takie okazje jednego dnia.
- Nikola urodziła się 8 kwietnia tak samo jak jej brat Wojtuś (dzielą ich równe 2 lata) i tego samego dnia urodziła się również nasza chrześniaczka, która mieszka w Warszawie. Także to jest trio (śmiech). Jak tylko zgramy dzień, robimy wspólne urodziny. Mateusz natomiast ma urodziny 15 maja. Nasz wychowanek Daniel, który opuścił już nasz dom, obchodził je 16 maja. Wyprawialiśmy je wspólnie, jednego dnia. Kiedy Daniel wrócił do mamy, Mateusz na tydzień przed urodzinami się rozpłakał. Przez tyle lat mieli wspólne urodziny, a teraz było mu przykro, że będzie miał je obchodził sam. Pojechałem wtedy po Daniela i znowu świętowali wspólnie – wspomina Jarosław.

Kocham Cię tato
Wcześniej gospodarz Rodzinnego Domu Dziecka w Drążdżewie przytoczył przykład, kiedy dziewczynka mówiła na jego małżonkę „ciociu”. Jak tłumaczy nie ma na to reguły. Niektóre dzieci zwracają się do nich: "mamo", "tato".
- Nikola mówi mamo, Wojtek mówi tato… To wspaniałe uczucie. Możemy tym dzieciom dać dom, serce, miłość. Niesłychanie miło słyszeć nam "kocham Cię mamo, kocham Cię tato", "dobranoc kochani rodzice". Ta więź jest przeogromna. – mówi wzruszony Jarosław. Wszystkim nam przez chwilę braknie słów. Ciężko sobie wyobrazić, jak wielką radość sprawiają rodzicom zastępczym takie pełne uczuć drobne gesty.

Takich rodzin jest wiele, ale nadal za mało
Państwo Skowrońscy wychowali także własne dzieci, które już ułożyły sobie życie. Pomysł rodziców z założeniem rodziny zastępczej przyjęli ze zrozumieniem i radością. Utrzymują kontakty z wychowankami rodziców. Jarosław podkreśla, że w prowadzeniu Rodzinnego Domu Dziecka jedną z najważniejszych kwestii jest współpraca z rodzicami biologicznymi podopiecznych. Dzięki dobremu kontaktowi z ich rodzinami łatwiej jest przystosować dzieci do nowych warunków życia. Dzieci, które pochodzą z domów, gdzie nadużywało się alkoholu, gdzie była przemoc, są trudnymi podopiecznymi, ale wystarczy cierpliwość i wielka dawka miłości, aby sprawić, by żyło się im lepiej.
KK,GH

 Państwo Skowrońscy i ich podopieczni: Nikola, Wojtuś, Mateusz i Mariusz.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB